Gdzie teraz jestem? Gdzie? Ano w Wellingborough, mieścinie w środkowej Anglii. Pracuję, a jakże, inaczej nie siedziałbym tu od pamiętnego 29.09.2010 r. Drugie święta pod rząd spędzam sam. Brakuje mi celu, koncepcji. Nie wiem co dalej ze sobą zrobić. Otępiały gapię się w monitor z nadzieją, że zobaczę migające okno komunikatora. Że w końcu H. coś do mnie napisze. Przecież obiecał, że po Jego powrocie do kraju będziemy dalej 'w kontakcie'. Obiecał, a ja uwierzyłem.
To nie była przerwa w istnieniu, tylko w pisaniu. Bo teraz to ja znowu studiuję, zaocznie co prawda i historię oczywiście. Cóż innego bym mógł. Po obozie pracy w RESTA Sp. z o.o., sporym okresie bezrobocia, znalazłem prace. Jak na mnie oczywiście nienormalną, nienormowaną i poniekąd nawet niesamowitą. Zostało mi się przedstawicielem handlowym. Codziennie o 5:30 pobudka, dojazd do firmy, przedsprzedaż(taki poranny trening), kawka, odprawa i wyjazd w teren. A tam za długo by opowiadać co się dzieje.
Słyszę tylko głosy za plecami: ja bym nie mogł/a tak pracować. Jak można tak ludziom coś tak wciskać i to za takie pieniądze?
Ja przecież niczego nikomu nie wciskam. Ja tylko reklamę robię...